Przegląd orzecznictwa. Przewoźniku! Strzeż się błędów przed szkodą i po szkodzie

Polskie sądy nie rozpieszczają osób zainteresowanych prawem przewozowym zbyt dużą liczbą publikowanych orzeczeń. Dlatego cieszy każde orzeczenie, również pochodzące z sądu niższej instancji. Ostatnio prasa oraz portale branżowe doniosły o takim właśnie orzeczeniu wydanym przez Sąd Okręgowy w Białymstoku w dniu 16.09.2011 r. dotyczącym odpowiedzialności różnych uczestników procesu transportowego za szkodę w dostarczonym w kontenerze towarze. Sam wyrok (do którego uzasadnienia dotarłem) nie jest specjalnie kontrowersyjny, a tezy w nim zawarte nie stanowią żadnego przełomu w nauce prawa przewozowego. Warto jednak je omówić, gdyż sprawa rozpoznana przez sąd jest dobrym przykładem dość powszechnych błędów przewoźnika popełnionych zarówno przed powstaniem szkody jak i na etapie obrony przed roszczeniami poszkodowanego.

Typowy przewóz, typowa szkoda

Stan faktyczny sprawy w praktyce niczym szczególnym nie wyróżniał się na tle tysięcy przypadków szkód transportowych. Powód zawarł umowę ze spedytorem o organizację przewozu towaru (beli materiału w kontenerze) z Chin do Polski. Spedytor działając na rzecz zleceniodawcy zlecił przewoźnikowi morskiemu transport towaru do Gdańska oraz przewoźnikowi drogowemu transport kontenera z Gdańska do miejsca docelowego. Towar przybył do Gdańska, kontener został sprawdzony przez firmę zewnętrzną, która nie stwierdziła uszkodzeń czy zerwania plomb, a następnie przewoźnik drogowy dostarczył przesyłkę do Białegostoku, gdzie została przeprowadzona rewizja celna. W trakcie rewizji okazało się, że kontener był uszkodzony (10 cm otwór w suficie), a część towaru o wartości ok. 20.000 zł zalana wodą. Zalany materiał nie nadawał się do użytku.

Sprawa w sądzie I instancji

Powód wystąpił do sądu zarówno przeciwko przewoźnikowi morskiemu (a przynajmniej tak mu się wydawało), spedytorowi oraz przewoźnikowi drogowemu. Wszyscy pozwani wnieśli o oddalenie powództwa, choć każdy bronił się inaczej. Spedytor twierdził, iż nie ponosi winy w wyborze. Przewoźnik drogowy wskazywał, iż nie zawarł żadnej umowy z poszkodowanym, a przewóz wykonał na zlecenie spedytora. Dodatkowo oświadczył, że w czasie przewozu na trasie Gdańsk – Białystok nie doszło do żadnego zdarzenia, które mogło wywołać zamoknięcie przewożonego towaru. Przewoźnik morski z kolei stwierdził, iż był wyłącznie agentem właściwego przewoźnika, którego dane ujawniono na konosamencie.

Sąd I instancji oddalił powództwo w całości wobec wszystkich pozwanych. W przypadku spedytora przyjął, iż wykazał on, że nie ponosi winy w wyborze, gdyż wybrał przewoźnika drogowego, z którym pracuje od wielu lat bez żadnych zastrzeżeń, zaś wybrany przez niego przewoźnik morski jest cenionym i szanowanym w branży. Sąd podzielił również stanowisko przewoźnika morskiego, iż był on wyłącznie agentem rzeczywistego przewoźnika i nie ma legitymacji biernej w sprawie.

Oddalając natomiast powództwo wobec przewoźnika drogowego, sąd stwierdził, iż nic szczególnego nie wydarzyło się podczas przewozu na trasie Gdańsk – Białystok, a sąd uznał za mało prawdopodobne, by w ciągu 4 dni przewozu nawet podczas ulewnych deszczy został zalany w takim stopniu, jak to miało miejsce w przedmiotowej sprawie. Dlatego sąd przyjął, iż powód nie wykazał, że do uszkodzenia doszło na etapie przewozu drogowego.

Orzeczenie sądu II instancji

Wyrok zaskarżył apelacją powód tylko w stosunku do przewoźnika drogowego i spedytora. Sąd Okręgowy w Białymstoku częściowo uwzględnił apelację i zasądził żądaną kwotę od przewoźnika drogowego. Wskazał w uzasadnieniu, iż powód miał prawo jako odbiorca wystąpić wobec przewoźnika z uwagi na treść art. 75 ust. 3 pkt 2 lit b pr. przew. (pisałem o tym we wpisie „Kto może dochodzić roszczeń z umowy przewozu towarów”). Podkreślił również, iż skoro przewoźnik drogowy przejął przesyłkę od przewoźnika morskiego bez zastrzeżeń co do jej stanu, domniemywa się zgodnie z art. 781 § 2 k.c., iż przesyłka była w należytym stanie. Tym samym, jeśli przewoźnik drogowy nie wykaże niczego innego – a tak było w opisywanej sprawie – trzeba przyjąć, że do szkody doszło podczas przewozu drogowego.

Sąd jednocześnie podtrzymał stanowisko sądu I instancji w zakresie odpowiedzialności spedytora i uznał, że ten nie ponosi winy w wyborze, a zatem powód nie ma prawa dochodzić od niego odszkodowania za uszkodzony towar.

Wnioski dla przewoźników

Jaki morał wynika z opisanej sprawy? Po pierwsze jeśli ma się taką możliwość należy samemu dokładnie sprawdzać stan kontenerów w porcie. W tym przypadku przewoźnik najwyraźniej zawierzył osądowi firmy zewnętrznej, który okazał się nietrafny. Oczywiście w wielu przypadkach czas nagli, ale warto poświęcić chwilę (zbadanie zewnętrznego stanu kontenera nie zajmuje przecież aż tak dużo), żeby uniknąć znacznej nierzadko odpowiedzialności. Brak sprawdzenia kontenera to pierwszy błąd popełniony przez przewoźnika w tym przypadku.

Drugi wydaje się dużo poważniejszy i jest nim nienależyte przygotowanie się do obrony przed roszczeniami poszkodowanego. Wcale bowiem nie jest powiedziane, że przy aktywnej postawie przewoźnika w procesie sprawa musiałaby się skończyć w taki sam sposób. Podstawowym problemem w postępowaniu było to, na jakim etapie doszło do powstania szkody: przewozu drogowego czy morskiego. Niesprawdzenie stanu kontenera sprawiło, że pojawiło się domniemanie odpowiedzialności przewoźnika, ale domniemanie może zostać obalone, jeśli przewoźnik udowodni, że przesyłka nie była jednak w należytym stanie w momencie przyjęcia do przewozu. Tymczasem w niniejszej sprawie – jak wynika z uzasadnienia – przewoźnik ograniczył się do zakwestionowania swojej legitymacji w sprawie oraz oświadczenia, że nic złego na odcinku drogowym się nie zdarzyło.

Czy przewoźnik mógł wygrać sprawę?

Czy jednak przewoźnik miał szanse udowodnić, że szkoda nie powstała na odcinku drogowym? Moim zdaniem było to możliwe, ale wymagało sporej inicjatywy dowodowej ze strony pozwanego, której – jak wydaje się – zabrakło. Przede wszystkim można było wykazać w jakich konkretnie miejscowościach i w jakim czasie znajdował się pojazd przez wszystkie 4 dni przewozu. Posłużyć do temu mógł choćby odbiornik GPS, który jest już standardem w przewozie drogowym, ale również bez niego można by sobie poradzić. Kolejnym krokiem mogło być ściągnięcie z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej dokładnych danych o opadach w miejscowościach, w których przebywał pojazd w okresie przewozu. Następnie mógłby zostać powołany biegły, który określiłby, czy przy określonych opadach możliwe było zamoczenie znacznej ilości materiału przez 10 cm otwór. Co więcej możliwe było nawet powołanie biegłego, który mógłby ustalić, czy w zamoczonym materiale znajduje się woda morska, która ma inny skład niż deszczówka. Wykazanie tej ostatniej okoliczności mogłoby być dla sprawy rozstrzygające.

Oczywiście powyższe rozważania oparte są wyłącznie o treść uzasadnienia i bez znajomości akt nie można jednoznacznie zawyrokować o możliwościach obrony przewoźnika. Warto jednak pamiętać o tym przykładzie i jeśli już dojdzie do szkody, przygotować się odpowiednio do sporu z poszkodowanym.

Spodobał Ci się ten artykuł?

Subskrybuj bloga, a otrzymasz wiadomość e-mail o każdym nowy wpisie

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajowy przewóz drogowy towarów, Przegląd orzecznictwa i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Przegląd orzecznictwa. Przewoźniku! Strzeż się błędów przed szkodą i po szkodzie

  1. Tutaj nawet nie trzeba by było biegłego, gdyby się okazało, że opady były nieznaczne, albo gdyby zaciągnąć sąd na „wizję lokalną” celem oględzin rzeczy – jakby na to nie patrzeć ale osad soli z wody morskiej pozwala raczej bezbłędnie przyjąć, że nie mieliśmy do czynienia z opadami i wiedzy specjalnej tutaj nie trzeba… 🙂

  2. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    To prawda, ale niestety przewoźnik najpierw poszedł w zaparte, a później to już niestety prekluzja (choć z wyroku wynika, że i tak takich prób dodatkowych wniosków dowodowych nie było).

  3. No, a potem pozostaje zawiadomienie mediów o kuriozalnym wyroku 🙂

    A wystarczyło tylko się ciut bardziej postarać…

  4. Tytuł powinien brzmieć tak – „Przewoźniku! Strzeż się prowadzenia działalności transportowej”.
    Zastanawiające jest bowiem, w jaki sposób firmy transportowe tak długo utrzymują się na rynku, skoro nic o transporcie nie wiedzą. Chyba nie miały poważniejszego zdarzenia, gdyż inaczej zajmowałyby się już tylko spedycją, albo czymś innym.

  5. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    Szkody nie trafiają się jednak każdemu, stąd tak wielka beztroska niektórych przewoźników. Po prostu zakładają, że akurat im kradzież ładunku / nieuczciwy podwykonawca / wypadek itp. się nie trafią. Jak już jednak do czegoś dojdzie, okazuje się, że nie wiedzą jak się bronić, nie mają dobrego ubezpieczenia, podpisana umowa przewozu była dla nich skrajnie niekorzystna. Nie ma więc innego wyjścia niż edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Ale przecież wiesz o tym doskonale 🙂

  6. Ta sprawa jest kolejnym przykładem na to, że wybierając prawnika reprezentującego interesy firmy należy sprawdzać, czy ma doświadczenie w danej dziedzinie prawa.
    Spotakałem się juz wielokrotnie z sytuacjami w których adwokaci/radcy prawni podejmowali w imieniu „naiwnie ufającego” klienta kroki prawne na podstawie kodeksu cywilnego z pominięciem innych aspektów prawa, rozporządzeń itd., jednocześnie absolutnie nie znając temetyki danej branży.
    Gratuluję artykułów na Pana stronie. Przewoźnicy powinni sobie poczytać.

  7. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    Dziękuję bardzo za miłe słowa. Wydaje mi się jednak, że w tej sprawie mniejsze znaczenie miała znajomość prawa przewozowego niż odpowiednie doświadczenie procesowe. Nie wiem jednak, czy w tym wypadku w ogóle pozwanego reprezentował pełnomocnik, więc być może zawinił brak świadomości prawnej pozwanego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.