Czy przewoźnik może odpowiadać za utratę pracy przez pasażera?

Spóźniające się czy wypadające z rozkładu środki komunikacji publicznej są prawdziwą zmorą osób korzystających na codzień z transportu zbiorowego. Narażają pasażerów nie tylko na stres i nieprzyjemności związane np. ze spóźnieniem się na spotkanie, ale również na poważniejsze konsekwencje. Niedawno przeczytałem artykuł opisujący wypadek, gdy pasażer z powodu opóźnienia w przyjeździe autobusu stracił zlecenie na sporą kwotę i zamierza domagać się odszkodowania od przewoźnika. Czy taki pozew ma szansę powodzenia?

Stracona okazja

Bohater artykułu planował dostać się z miejscowości Redzikowo pod Słupskiem lokalnym autobusem na dworzec kolejowy, skąd miał udać się pociągiem do Gdańska, gdzie z kolei zamierzał wziąć samolot do Londynu. W Londynie zaś czekała na niego praca z wynagrodzeniem opiewającym na ok. 10 tys. zł. Niestety plan zawalił się już na samym początku – lokalny autobus nie przyjechał, bohater nie dotarł ani na dworzec, ani do Gdańska na lotnisko, ani do Londynu. Obiecany zarobek przepadł. Obecnie pechowy podróżny chce uzyskać rekompensatę od przewoźnika w wysokości utraconego wynagrodzenia.

Za opóźnienie należy się odszkodowanie

Odpowiedzialność przewoźnika co do zasady nie budzi specjalnych wątpliwości. Art. 62 ust. 2 pr. przew. stanowi wyraźnie, że przewoźnik odpowiada za szkodę, jaką poniósł podróżny wskutek opóźnionego przyjazdu lub odwołania regularnie kursującego środka transportowego. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż tak korzystna dla pasażerów regulacja obowiązuje od nie tak dawna bo zaledwie od ok. 2,5 roku. Wcześniej odpowiedzialność przewoźnika ograniczona była tylko do przypadków winy umyślnej i rażącego niedbalstwa. Na szczęście Trybunał Konstytucyjny uznał taki przepis za niezgodny z Konstytucją i od 11.12.2008 r. zyskał on obecne bardziej rygorystyczne dla przewoźników brzmienie.

W opisywanym przypadku poza sporem było, iż regularnie kursujący autobus nie przyjechał na czas. Zakładam zarazem, iż prawdziwe są także twierdzenia pasażera, że miał możliwość zarobienia w Londynie kwoty 10.000 zł i jest to szkoda, którą poniósł przez to, że nie dotarł do Londynu.

Czy to oznacza, że ma prawo żądać utraconej kwoty od przewoźnika?

Przyczynienie się do powstania szkody

Podstawową zasadą prawa cywilnego (a prawo przewozowe pomimo wielu specyficznych regulacji należy do tej gałęzi prawa) jest to, że szkoda obejmuje zarówno rzeczywistą stratę jak i utracone korzyści. Z tego punktu widzenia trudno coś zarzucić roszczeniom bohatera artykułu – zarobek, który przepadł, bez wątpienia może być uznany za utracone korzyści.

Czy jednak można powiedzieć, że wynagrodzenie zostało utracone tylko przez działania przewoźnika?

W opisywanym przypadku sam poszkodowany również przecież nie pozostaje bez winy. Nawet jeśli nie był w stanie dotrzeć na dworzec kolejowy transportem publicznym, miał możliwość próbować dostać się tam taksówką – poniósłby stosunkowo niewielkie dodatkowe koszty, a uchroniłby się przed stratą dużo większej kwoty. Również gdyby nie udałoby mu się zdążyć na pociąg, mógłby taksówką dotrzeć do Gdańska – trasa zajęłaby zapewne mniej czasu niż podróż pociągiem. Wydatek byłby w tym przypadku na poziomie kilkuset złotych, ale wciąż byłoby to mniej niż spodziewane zarobki.

Kodeks cywilny w art. 362 przewiduje, że odszkodowanie ulega odpowiedniemu zmniejszeniu, jeśli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody. Trudno oprzeć się wrażeniu, że właśnie z taką sytuacją mamy do czynienia w opisywanym artykule. To zaniechanie podjęcia przez poszkodowanego działań zmierzających do zmniejszenia szkody sprawiło, że ostateczne straty sięgnęły kwoty 10.000 zł. Tym samym istnieją podstawy do zmniejszenia ewentualnego odszkodowania o stopień, w jakim poszkodowany sam spowodował, że szkoda powstała.

Nieadekwatny związek przyczynowy

Nawet jednak jeśli – co mocno wątpliwe – poszkodowany nie miał innej możliwości dotarcia na czas na lotnisko, jego roszczenia o odszkodowanie wcale nie muszą okazać się zasadne. Art. 361 par. 1 k.c. przewiduje,  że zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego wynikła szkoda.

Czy można natomiast powiedzieć, że normalnym skutkiem opóźnienia autobusu jest to, że pasażer traci zarobek w kwocie 10.000 zł?

Moim zdaniem jest to mocno wątpliwe – przewoźnik lokalny analizując ryzyka prowadzonej działalności nie musi zakładać, że nieterminowa realizacja usług spowoduje kaskadę niefortunnych zdarzeń zakończoną utratą pracy w innym kraju. Na podobnej zasadzie, gdyby w wyniku spóźnienia autobusu ktoś nie zdążył odebrać milionowej wygranej w totolotka, przewoźnik nie będzie musiał zwrócić równowartości nagrody. Utrata wygranej w totolotka z pewnością nie jest bowiem szkodą, jaką w normalnych okolicznościach powoduje spóźniony autobus. Tym samym również w przypadku braku przyczynienia ze strony poszkodowanego przewoźnik raczej nie musiałby płacić odszkodowania w wysokości całego utraconego wynagrodzenia.

Reasumując, szanse bohatera artykułu w sporze z przedsiębiorstwem autobusowym oceniam na niewielkie. Jak to jednak mawiają prawnicy – niezbadane są wyroki sądów rejonowych 🙂

Spodobał Ci się ten artykuł?

Subskrybuj bloga, a otrzymasz wiadomość e-mail o każdym nowy wpisie

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Krajowy przewóz osób i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Czy przewoźnik może odpowiadać za utratę pracy przez pasażera?

  1. Lech pisze:

    Rzeczywiście interesująca sprawa, sam jestem ciekawy jak się skończy.

  2. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    Będę monitorował sprawę, ale obawiam się, że koniec będzie mało interesujący, gdyż poszkodowany po prostu nie pójdzie do sądu.

  3. Piotrek pisze:

    Ciekawe jak udowodni, że był na przystanku i czekał na autobus 🙂

  4. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    Pomocnych kolegów nigdy nie brakuje 🙂

  5. Kamil pisze:

    Bardziej, ciekaw jestem czy lokalny przewoznik, winnien zwocic poszkodowanemu koszta biletow za samolot (w dwie strony). Jednak jesli sad uzasadniajac ponizszym „odszkodowanie ulega odpowiedniemu zmniejszeniu, jeśli poszkodowany przyczynił się do powstania lub zwiększenia szkody” nie zdecyduje sie na wyplacenie odszkodowania, to zapewne decyzja obejmie rowniez koszta poniesione w zwiazku z zakupem biletow.

  6. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    To zależy – jeśli koszt taksówki, którą poszkodowany musiałby wziąć, żeby nie spóźnić się na samolot, sięgałby ceny biletu lotniczego (a nie jest to przecież niemożliwe w dobie tanich linii lotniczych), nie widziałbym problemu w zasądzeniu takiej kwoty. Również bowiem w przypadku podjęcia środków zaradczych przez poszkodowanego szkoda w określonej wysokości zostałaby wyrządzona.

  7. Jerzy Jasiński pisze:

    Skąd pewność,że poszkodowany miał na taksówkę.Kwota 10 tys.zł za pracę za granicą jest atrakcyjna dla polskiego robotnika.Londyńczyka taka pensja nie powaliłąby na kolana.Nie zdecydowałby się na taką pracę również polski przedsiębiorca bo to dla niego żadna kwota a jego byłoby stać na taksówkę.W związku z tym myślę,że o przyczynianiu się poszkodowanego do powstania szkody można by mówić dopiero po udowodnieniu tezy,że świadomie nie wykorzystał innych możliwości dotarcia do celu,że takie możliwości posiadał zarówno finansowe jak i techniczne

  8. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    Mało prawdopodobne, że bohater artykułu nie dysponował żadnymi środkami finansowymi, ale zakładając taką sytuację rzeczywiście zarzut przyczynienia się mógłby upaść. Wciąż jednak byłby problem z adekwatnością związku przyczynowego i efekt mógłby być taki sam.

  9. adt pisze:

    Trochę odgrzeję temat.
    A co w przypadku gdy nie było opóźnienia w rozpoczęciu usługi, ale nastąpiło opóźnienie w jej zakończeniu, w tym sensie, iż w trakcie przewozu poddano pojazd kontroli.
    Czy w takiej sytuacji znajdzie zastosowanie rozporządzenie 181/2011?
    Czy przepis art. 62 Prawa przewozowego ustanawia odpowiedzialność absolutną przewoźnika czy opartą na zasadzie winy?

  10. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    @ adt

    Art. 62 wprowadza w mojej ocenie odpowiedzialność na zasadzie winy. Wykreślenie rażącego niedbalstwa nie wyłącza bowiem ogólnych zasad odpowiedzialności kontraktowej, a trudno znaleźć uzasadnienie dla odpowiedzialności absolutnej w tym wypadku.

  11. adt pisze:

    Dziękuję za odpowiedź.
    Dopytałbym jeszcze o kwestię rozporządzenia 181/2011. Rozporządzenie przez opóźnienie rozumie różnicę między zaplanowanym czasem rozpoczęcia usługi regularnej zgodnie z opublikowanym rozkładem a rzeczywistym czasem jej rozpoczęcia. W mojej ocenie nie reguluje kwestii opóźnienia w zakończeniu usługi, wynikłej np. z faktu poddania przewoźnika kontroli drogowej. Literalna interpretacja prowadzi do wniosku, iż pasażerowi w takim przypadku nie przysługują roszczenia z rozporządzenia (może na zasadach „ogólnych” dochodzić odszkodowania). Także w takim przypadku nie będzie możliwym uruchomienie procedury z 82a i sankcji z 95b ust. o transporcie drogowym.

  12. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    @ adt

    Zgadzam się. Rozporządzenie nie reguluje sytuacji opóźnienia w dotarciu na miejsce, więc odszkodowanie w tym wypadku jest dochodzone na zasadach ogólnych, a sankcje z ustawy o transporcie drogowym nie mają zastosowania.

  13. marynarz pisze:

    Dzień dobry.
    Niedawno spotkała mnie podobna sytuacja. Miałem zaplanowaną podróż lotniczą z Gdańska, do Trynidadu, przez Frankfurt, Rio de Janeiro, Panamę. Niestety z przyczyn technicznych, samolot nie wystartował z Gdańska, lot został opóźniony. W konsekwencji, firma, która zaaranżowała podróż poinformowała mnie, że w następny dzień nie jadę. Straciłem kontrakt marynarski. Byłem przewidziany do pracy na statku w tamtych rejonach Karaibów. Zamustrowanie miało się odbyć dwa dni po moim wyruszeniu, statek niestety nie mógł czekać i musiał szybko wracać na morze do eksploatacji. W wyniku tego wypadłem z rotacji zmiany załogi i do chwili dzisiejszej nie mam pracy. Cała opisana sytuacja zdarzyła się miesiąc temu. Całą winę ponosi znany niemiecki przewoźnik lotniczy. Czy mam szansę ubiegać się o odszkodowanie, za utratę pracy? Niestety, ale taksówką nie dałbym rady wykonać podróży międzykontynentalnej w dwa dni. Nie było również żadnej innej opcji, żeby zdążyć przez te dwa dni dolecieć na czas innymi liniami lotniczymi.
    Czy można prosić o pomoc i radę?

  14. Paweł Judek Paweł Judek pisze:

    @ marynarz

    Jeżeli rzeczywiście przewoźnik ponosi w tym wypadku odpowiedzialność za opóźnienie – zwykle tak jest, ale nie zawsze – można próbować domagać się odszkodowania, jeśli wykaże Pan, że rzeczywiście ten kontrakt był pewny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.