Nie wystarczy mieć rację, trzeba ją jeszcze udowodnić

W procesach związanych z transportem nadspodziewanie często strony skupiają swoją aktywność dowodową  na ustaleniu, kto ponosi odpowiedzialność za powstanie szkody, a dużo mniejszą wagę przywiązują do samej szkody – jej rozmiarów, wartości, a nawet tego czy w ogóle powstała. Tymczasem w wielu wypadkach to właśnie ta sfera decyduje o korzystnym bądź nie rozstrzygnięciu sporu.

Wyrok duńskiego sądu

Do napisania tej notki zainspirowało mnie orzeczenie duńskiego Sø- og Handelsretten w Kopenhadze (Sąd Morski i Handlowy) w sprawie serów z duńskiej mleczarni na Bornholmie przewożonych do Grecji. Z wyrokiem miałem okazję się zapoznać z newslettera duńskiej kancelarii IUNO specjalizującej się w sprawach transportowych, którego przy okazji gorąco polecam Czytelnikom.

W opisywanej sprawie odbiorca odmówił odbioru dostarczonych mu serów, argumentując to ich niewłaściwą temperaturą. Na miejscu nie dokonano jednak dokładnej inspekcji sera tylko zadecydowaniu o jego powrocie do Danii. Tam okazało się, że rzeczywiście ser nie nadaje się do użytku. Nadawca kosztami utraconego towaru obciążył przewoźnika. Ten bronił się, twierdząc, że ser wcale nie był w złym stanie po dotarciu do Grecji, a do jego zepsucia doszło w drodze powrotnej do nadawcy. Nadto wskazywał, że nawet gdyby ser istotnie nie był w pełni wartościowy, to należało podjąć decyzję o próbie jego sprzedaży w Grecji po obniżonej cenie, co mogłoby doprowadzić do zmniejszenia szkody.

Sąd rozpatrujący sprawę przyznał rację przewoźnikowi, uznając, iż skoro nie doszło do zbadania towaru u odbiorcy, nadawca nie udowodnił, że towar ten w dacie jego dostarczenia był wadliwy. Sąd uwzględnił także drugi z argumentów przewoźnika i potwierdził, że decydując się na powrotny transport towaru, nadawca sam doprowadził do całkowitej utraty ładunku.

Nie znając akt sprawy, trudno dociec, czy duński ser był już zepsuty w momencie dostarczenia odbiorcy. Być może tak było, lecz powód nie był w stanie tego udowodnić, a niewykluczone, że nawet nie próbował tego zrobić.

Nieprawidłowa praktyka

Wspominam tę sprawę, gdyż opisywany przypadek nie jest zarazem odosobniony. Wielokrotnie spotykałem się bowiem z sytuacjami, gdy poszkodowany za dowód powstania szkody wskazywał wyłącznie np. badanie wykazujące niewłaściwą temperaturę towaru (co nie zawsze jest równoznaczne ze szkodą), rachunek, którym został obciążony przez inny podmiot (bez wykazywania, że ten podmiot miał prawo taki rachunek w takiej wysokości wystawić) czy jednostronny protokół braków ilościowych sporządzony bez udziału kierowcy przez jednego magazyniera odbiorcy. Rzecz jasna nie zawsze tego rodzaju dokumenty są bezpodstawne, ale w wielu wypadkach nie będą wystarczające do wykazania rozmiarów szkody i jego wysokości. Co ciekawe w wielu tego rodzaju sprawach przewoźnicy dość bezkrytycznie przyjmowali takie dowody, mimo iż zakwestionowanie mogło odwrócić losy procesu.

Dlatego będąc po którejkolwiek ze stron sporu, dobrze jest spojrzeć krytycznie na materiały wykazujące szkodę. Przewoźnik może w nich znaleźć szansę na uniknięcie odpowiedzialności, wobec słabości dowodów przeciwnika. Poszkodowany może przed skierowaniem sprawy do sądu upewnić się, że zrobił wszystko, by wysuwane przez niego roszczenia nie zostały oddalone jako nieudowodnione.

 

Spodobał Ci się ten artykuł?

Subskrybuj bloga, a otrzymasz wiadomość e-mail o każdym nowy wpisie

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Ogólnie o prawie przewozowym i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poinformuj mnie o nowych komentarzach na e-mail. Możesz także SUBSKRYBOWAĆ ten wpis bez komentowania.